14. odcinek bibliotecznego podcastu "Bibliowrotek"

Dnia 3 grudnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami. Z tej okazji zapraszamy do wysłuchania 14. odcinka podcastu „Bibliowrotek”, w którym gościliśmy Paulinę Burzec-Burak i Paulinę Cygan terapeutki pracujące w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Dąbrowie Tarnowskiej. Spotify https://tiny.pl/578-c55y
Od 2023 roku we współpracy z Dąbrowskim Domem Kultury prowadzą warsztaty teatralne dla swoich podopiecznych. W maju 2024 roku miała miejsce premiera "Kabaretu na jednej nodze" według scenariusza Wandy Chotomskiej w wykonaniu "Grupy teatralnej WTZ DT". Wprowadzenie teatroterapii okazało się dużym sukcesem. Z bohaterkami odcinka rozmawiałyśmy o przekraczaniu granic i determinacji w dążeniu do wyznaczonego celu. To rozmowa o tym, jak dostrzeżony i rozwijany potencjał może zmienić rzeczywistość osób z niepełnosprawnościami. Nagranie pokazuje również jak bardzo wzajemne zaufanie i empatia są kluczowe w relacjach z drugim człowiekiem. Nie zabrakło oczywiście wypowiedzi samych uczestników warsztatów.
TRANSKRYPCJA
E: „Bibliowrotek” to podcast Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Marii Kozaczkowej w Dąbrowie Tarnowskiej poświęcony literaturze, kulturze, a także bibliotece − jako miejscu, w którym każdy znajdzie przestrzeń dla siebie.
E: Edyta Więcek − dzień dobry w kolejnym odcinku podcastu „Bibliowrotek”. Dziś goszczę dwie Pauliny − Paulinę Burzec-Burak i Paulinę Cygan. Cześć dziewczyny.
P1: Cześć, witamy serdecznie.
P2: Dzień dobry.
E: Jesteście terapeutkami i pracujecie w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Dąbrowie Tarnowskiej. Od ponad roku współprowadzicie kółko teatralne z Dąbrowskim Domem Kultury. W maju odbyła się premiera „Kabaretu na jednej nodze” na podstawie scenariusza Wandy Chotomskiej, w wykonaniu grupy teatralnej WTZ DT. Ta grupa nadal się tak nazywa?
P1: Tak, tak, tak.
E: Powiecie może na początek czym w ogóle dla Was jest teatr?
P1: Dla mnie, osobiście teatr kojarzył się z czymś takim wyniosłym, ekskluzywnym. Z czymś co… nie każdy ma taki powszechny dostęp. Na pewno jest to też miejsce, gdzie można usiąść, zresetować się i przeżywać emocje, które ktoś nam pokazuje.
P2: A dla mnie osobiście teatr jest miejscem, w którym każdy z nas może być kim chce. I tak jak tutaj mamy osoby niepełnosprawne, które mają wiele ograniczeń w normalnym świecie, i w społeczeństwie, w teatrze oni mogą być dokładnie kim chcą, kim sobie wymarzą, kim sobie pomyślą.
E: Która z Was wpadła na ten temat żeby wprowadzić zajęcia z teatroterapii?
P1: Pani Paulinka Cygan. Ona była tutaj przewodnikiem tego i muszę przyznać z czystym sumieniem, że ona mnie wkręciła w to, w całe to przedsięwzięcie, ale to był naprawdę świetny pomysł i strzał w dziesiątkę. Wydaje mi się, że nawet nie spodziewałam się, że tak się to fajnie potoczy, i że efekty tej naszej pracy, no, będą naprawdę bardzo zadowalające, myślę, że dla nas i przede wszystkim dla naszych podopiecznych, ponieważ oni nawet nie przypuszczali, że staną na deskach teatru i wystawią sztukę, że to będzie ich, coś na co sobie zapracowali ciężko.
P2: Dostałyśmy zlecenie od pana dyrektora żeby zorganizować wspólnie przedstawienie z okazji 11 listopada. Wszystkim się spodobał nasz spektakl i dostałyśmy później zlecenie na jasełka, i wtedy we mnie urodziła się taka myśl, że w tych ludziach jest olbrzymi potencjał i warto by to było wykorzystać dalej, a w nas też również drzemie potencjał…
P1: Właśnie chciałam dodać to!
P2: …bo same napisałyśmy scenariusz na jasełka.
P1: Tak, tak. Wszystko było autorskie, także myśmy od A do Z, że tak powiem jeżeli chodzi o kreacje aktorów, o stroje, o cały ten scenariusz, i też my, my też brałyśmy udział w tych jasełkach, więc my też stałyśmy się aktorkami, i też muszę przyznać, że, no, poniekąd odkryłyśmy jakiś swój potencjał w tej grze.
P2: Tak.
P1: I naprawdę same się też w to wkręciłyśmy, i wydaje mi się, że też coś w nas tam drzemie. Jakaś taka żyłka, że tak powiem, aktorska i też na pewno nam było łatwiej pracować z naszymi podopiecznymi.
E: Czy to czasami nie jest tak, zwłaszcza w Waszej pracy, że w jakiś sposób te pasje które gdzieś tam w Was buzują chcecie włączać do tej pracy zawodowej, którą macie? Bo ja Cię, Paulina, pamiętam z liceum, że Ty przecież chodziłaś na kółko teatralne.
P2: Tak, ja byłam aktorką Dąbrowskiego Domu Kultury.
P1: Ty byłaś wtedy. Tak.
P2: I od zawsze gdzieś we mnie było to zamiłowanie do teatru, do występowania. Wiadomo, że potem życie toczy się inaczej, są studia, jest tam praca zawodowa i człowiek odkłada pewne pasje na bok, bo tak jakby życie nas dominuje, i taka codzienność przy okazji tej pracy. Ja mogłam się podzielić swoimi pasjami z naszymi podopiecznymi, i to jest też tak, że my będąc terapeutami dostajemy też taką wolną rękę. Możemy prowadzić terapię, wiadomo, że jesteśmy zamknięci w ramach danej pracowni, ale nikt nam nie narzuca jak ma wyglądać forma tej terapii. Ja jestem terapeutką pracowni informatycznej, ale rozumuję to jako szerokie spektrum edukacji medialnej, a teatr, występowanie na scenie to też poniekąd jest w tej dziedzinie edukacji takiej medialnej, obycia z ludźmi, ze sceną, ze światem.
E: A Ty, Paulina, w jakiej pracowni pracujesz?
P1: Ja prowadzę pracownię gospodarstwa domowego z uczestnikami, to już w ogóle, całkowicie odbiega od teatru, ale trzeba przełamywać stereotypy i w różnych dziedzinach się próbować, tak? Myślę, że warto, warto.
E: Czyli na tych deskach teatru tak naprawdę może się pomieścić wszystko?
P1: Wszystko, tak.
E: Waszym zdaniem co już udało Wam się za ten czas wypracować z uczestnikami?
P2: Oj, na pewno pewność siebie ich. Ja pamiętam nasze początki jak były nasze pierwsze zajęcia kółka teatralnego. O Jezu, ile było lamentów „Proszę Panią, nie dam rady, ja nie umiem na pamięć, ja się nie nauczę się, ja się wstydzę”, ile było łez, ile było dramatów. To nawet nie o to chodzi, tylko, że oni naprawdę to przeżywali i te początki były naprawdę trudne, ale jednak nasz upór, nasza konsekwencja i nasza wiara w nich przede wszystkim, bo naprawdę to trzeba uwierzyć w tego człowieka, bo to też byśmy nie wzięli przypadkowych ludzi, bo mamy trzydziestu pięciu podopiecznych, my też każdego, że tak powiem, uczestnika...
P1: Zbadałyśmy.
P2: Dokładnie, musieliśmy wiedzieć, w kim drzemie ten potencjał i w sumie nie pomyliłyśmy się. Myślę, że fajnie to wyszło, bo nasze, że tak powiem, spostrzeżenia później się sprawdziły, tak? Na początku oni: nie, nie, nie, ale jak to wszystko zaczęło naprawdę rozkwitać to w tych naszych podopiecznych naprawdę, taki potencjał aktorski się rozwinął, że my same byłyśmy w szoku. No, nasze oczekiwania przerosło to co oni pokazali.
P1: Ja pamiętam pierwsze zajęcia w Domu Kultury. Wiadomo, wszyscy się badaliśmy nawzajem. Nasi uczestnicy bali się wyjść w ogóle po schodach na scenę. Oni bali się odezwać, oni bali się coś pokazać. Najprostsze zadania ich przerastały, nie wiem, zadanie pod tytułem „pokaż radość.” No każdy umie pokazać radość przez uśmiech, nie wiem, podskok, jakiś okrzyk. Dla nich było to coś w ogóle nie do przeskoczenia, także początkowe miesiące to nie było od razu ćwiczenie gotowego scenariusza. Początkowe miesiące do pół roku czasu to było po prostu oswajanie podopiecznych z miejscem, ze sceną i z samymi sobą. Oni się musieli oswoić. Oni musieli, tak jak tu Paulina powiedziała, uwierzyć w siebie, że oni to potrafią zrobić. To też nie jest tak jak z ludźmi pełnosprawnymi, że oni są w stanie wszystko zrozumieć, prawda? Do nich trzeba mieć specjalne podejście i czasami najprostszą rzecz ty musisz wytłumaczyć na piętnaście albo na dwadzieścia sposobów. Też, my cały czas prowadząc z nimi te zajęcia, brałyśmy w nich udział. Grałyśmy z nimi. Na początku było tak, że jeżeli oni dostali proste zadanie aktorskie to ja, albo Paulina stałyśmy z nimi na scenie, trzymałyśmy ich za rękę i robiłyśmy z nimi to, i my im musiałyśmy powiedzieć co on ma konkretnie zrobić żeby on to pokazał. I pierwsze pół roku, to była taka praca taka bardzo mozolna i bardzo trudna, żeby ich po prostu otworzyć, żeby oni się poczuli pewnie i żeby oni wiedzieli, że to też nie jest trudne, i że to ma ich nie stresować, bo to ma im sprawiać radość i przyjemność, bo tam nie było żadnych kar, że czegoś nie zrobisz to coś się złego stanie.
P2: Oni, wydaje mi się potrzebowali takiego poczucia bezpieczeństwa, że my jesteśmy obok, że my im podpowiemy, żeby oni wiedzieli, że któraś z nas stoi, i zawsze im tam jak zapomną, podszepta. I przez to, że oni wiedzieli o tym, to naprawdę często ta nasza pomoc nie była potrzebna. Oni musieli mieć to poczucie bezpieczeństwa, że my jesteśmy gdzieś blisko, i że my ich tam wspieramy z tyłu, zza kurtyny i mówimy: „Spokojnie, nie martw się, jak się zapomnisz… tekstu to ja tam z tyłu ci podpowiem czy pani Paulinka z dołu” i oni wtedy mieli to takie… budowało się w nich takie uczucie, że okej, nawet jak nam nie pójdzie, to mamy to wsparcie za sobą i to też na pewno, wydaje mi się, że dużo im dało.
P1: Pierwsze zajęcia polegały przede wszystkim też na improwizacji, bo tutaj tak jak wspomniałaś wcześniej współprowadzącym te zajęcia był Dąbrowski Dom Kultury i dużo pracy też włożył pan dyrektor, pan Chojnowski.
P2: Tak, bardzo mu też dziękujemy za tę współpracę i cenne wskazówki.
P1: I on też przygotowywał dla naszych podopiecznych różne zadania aktorskie, które realizuje ze swoimi grupami teatralnymi w Domu Kultury. Tylko że to też były zadania dla takich osób, no dzieci, i tam starszych, którzy całkiem inaczej postrzegają świat niż nasi uczestnicy. No nie raz polegliśmy na tych zadaniach i okazywało się…
P2: Ale było zabawnie!
P1: Tak, było zabawnie. Okazało się, że najprostsze rzeczy mogą być najtrudniejsze, ale myślę, że wiele się od siebie nauczyliśmy i też dużo te zajęcia z nami, z warsztatami, wniosły również… warsztat pana Chojnowskiego, bo on też wielokrotnie wspominał, że pierwszy raz prowadzi zajęcia z taką grupą specjalną.
E: Byłam na tej premierze właśnie „Kabaretu na jednej nodze”. Co mnie zachwyciło, to chyba to, że oni potrafili faktycznie wcielić się w te postaci, ale z tego wszystkiego jeszcze była taka autentyczna radość, z tego, że: jestem w tym miejscu, i myślę, że to był też taki przełomowy moment, bo oni zobaczyli jak publiczność reaguje, bo teatr to jest jednak…
P2: Akcja i reakcja.
P1: Oni nie umieją udawać. Oni naprawdę nie umieją udawać. Oni są tacy jacy są.
P2: Oni w jednej chwili się rozpłaczą, za pięć sekund się będą śmiać, a za dziesięć kolejnych sekund mogą się nawet pobić.
E: Ale teatr lubi autentyczność.
P2: Dokładnie. Tam każdy spektakl jest inny, tam są żywe emocje, prawda? Nie ma powtórek. Ja jeszcze dodam, że jak już tam wypracowałyśmy ten, prawda, te próby, to wszystko nam szło super i potem nadszedł dzień premiery. My z Pauliną byłyśmy bardzo zestresowane, naprawdę, no, gdzie teoretycznie musiałyśmy trzymać fason. Miałyśmy grupę podopiecznych, którzy na nas liczyli i ja pamiętam kiedy oni już byli, że tak powiem, na glanc ubrani i już wszystko wyuczeni, i nagle spotykamy się tam ze sceną, za kulisami, no i jest dramat. Jest płacz, jest: „Nie dam rady”, jest tyle ludzi, „Proszę panią, jak ja wyjdę? Oni na nas patrzą”, sala pełna. To były takie emocje, gdzie oni nie byli tak do końca przygotowani, bo oni jeszcze nie widzieli… jak były próby to sala była pusta. Nagle jest pełna sala ludzi i nas dopadła trema, emocje, a co dopiero ich.
P1: Znaczy, my przejęłyśmy ich emocje, tylko my nie mogłyśmy tego pokazać. Ja pamiętam wtedy, kupiłyśmy ciastka i kupiłyśmy ptasie mleczko, i wtedy wiedziałyśmy… na rozluźnienie, że to jest taki nasz as w rękawie i otwarłyśmy te ciastka. Wiem, że to może zabrzmi tak błaho, i taką zrobiliśmy sobie mini-imprezkę przed premierą, żeby ich rozluźnić. Pośmialiśmy się, powygłupialiśmy…
P2: I jeszcze kluczowy moment był przed samym wyjściem, kiedy już nas pan Chojnowski miał zapowiadać, i ten nagle, naprawdę taki stres, i my sobie myślimy tak: „Boże, oni wyjdą i... co?”, ale pamiętam, że była taka chwila, że… nie wiem, przytuliliśmy się razem wszyscy w koło i mówimy: „Słuchajcie, cokolwiek się nie stanie, będzie dobrze! Jesteśmy tu z wami, to nie o to chodzi, żeby…”−
P1: „Tak naprawdę mamy scenariusz też w ręce, podpowiadamy wam!”
P2: Dokładnie. „To nie o to chodzi też, o zaprezentowanie tej sztuki, tylko chodzi o to żebyście wy się pokazali, to o was tutaj chodzi. To też nie jest najważniejszy ten scenariusz, trzymanie się kluczowych ram. Będą pomyłki, nie przejmujcie się. Bądźcie szczerzy, bądźcie autentyczni.” Bo oni naprawdę to przeżywali, dla nich to było, no, nie oszukujmy się. Nasi uczestnicy nie chodzą na co dzień do teatru, no kto z nas też na co dzień chodzi do teatru? Oni dopiero to poznali i naprawdę dla nich to było, no wielkie wow. Widać w nich tą radość taką bijącą, tą szczerość. Oni naprawdę chcieli to dobrze zrobić.
E: Moim zdaniem wyszło fantastycznie.
P2: Tak, to nie było tak, że oni: „Dobrze, powiemy wierszyk i idę”. Oni, według mnie, żyli tymi emocjami. Oni naprawdę… ten przekaz był autentyczny. To nie było odklepane, jakaś regułka na pamięć, tylko oni sami sobą potrafili te emocje przekazać publiczności.
P1: Tak, i chciałabym dodać jeszcze, że połowa z naszych uczestników nie czyta i nie pisze, więc dużym sukcesem było to, że uczyli się ze słyszenia, z powtarzania, i to było wielokrotnie powtarzanie jednych i tych samych czynności.
E: Ogrom był tej pracy.
P1: Tak, i my daliśmy im tyle czasu, ile oni go potrzebowali. Nie gonił nas żaden termin i po prostu stwierdziliśmy, że dojdziemy do tego momentu, kiedy każdy stwierdzi, że jest gotowy. Nie chcieliśmy nic na nich wymuszać i pamiętam, że parę razy przekładaliśmy datę premiery w kalendarzu.
E: Tak żeby wszyscy poczuli się pewnie.
P1: Wstępnie miała być w marcu, potem miała być w kwietniu, w okresie świątecznym nie chcieliśmy żeby też oni nie mieli za dużo na głowie i w końcu data premiery padła na maj, i poszło.
E: Mówicie tutaj o tych emocjach, które się tam pojawiały, które buzowały w nich, ale ja tutaj widzę jak wy nawet jak opowiadacie o tym, przecież to już jest parę tygodni do tyłu to też emanujecie taką energią, tak? Że się udało, że to wyszło.
P2: Tak, bo to jest takie nasze dziecko. Tak można powiedzieć, naprawdę! No, jest to dla nas ważne.
P1: Tak, i wracając jeszcze do tej premiery, naszym zamysłem było to, żeby oni się poczuli jak gwiazdy. Żeby oni się poczuli wyjątkowi, dlatego też bardzo fajnie, że przyszedł pan fotograf, zrobił im profesjonalne zdjęcia, że odbył patronat medialny, że bardzo dużo ludzi przyszło. Praktycznie cała sala.
E: Tak, tak. Sala była pełna.
P2: I oni też poczuli się przez tą… ogrom tej publiczności na pewno docenieni, bo oni naprawdę przełamywali swoje słabości. To było… Dla nas, normalnego, zdrowego człowieka wyjść, prawda, przed publiczność, coś powiedzieć też jest stresujące, no nie oszukujmy się. No każdy z nas, który ma jakieś wystąpienie publiczne no jednak jest jakimś tam owiany stresem i człowieka to jakoś tam na pewno dotyka, a tutaj dla nich naprawdę te emocje szalały, czasem ciekły łzy. To nie były łzy rozpaczy, tylko takiego… no widać, że oni chcieli dobrze, że „A jak wyjdzie źle? A jak coś nie powiem?” To były takie proste słowa. No, wiadomo oni to w ten sposób taki naprawdę mówią do nas… prosty.
P1: Proste komunikaty.
P2: Proste komunikaty, ale widać było, że oni naprawdę to przeżywali. To nie było tak, że „A, powiem wierszyk i dobra, jadę do domu.” Nie, oni chcieli żeby to wyszło super. Oni też chcieli nam to pokazać i ja widziałam, że zależało im na tym żeby te nasze wypociny roczne przyniosły jakiś efekt. Chcieli każdemu się pokazać z jak najlepszej strony, że oni coś potrafią, że oni są coś warci, że mogą coś więcej.
P1: Wyjątkowości temu wydarzeniu także dodało to, że nie było to w godzinach naszej pracy. To nie było takie odklepanie na zasadzie – przyjeżdżamy na warsztaty, idziemy na warsztaty teatralne.
P2: To był specjalny termin, była to sobota. To też było takie uroczyste wydarzenie.
P1: To było popołudnie, byli zaproszeni rodzice i tak naprawdę każdy z miasta mógł przyjść.
P2: Nasi podopieczni mogli zaprosić swoją rodzinę, swoje ciotki, wujków, babcie i oni też się czuli tacy naprawdę wyjątkowi. Jestem aktorem, pokażę coś innego. Także rozmowy po przedstawieniu z rodzicami nam dużo dały. Rodzice byli w szoku. Oni w ogóle myśleli, że jadą na takie przedstawienie na zasadzie – wierszyk.
P1: Że oni coś przeczytają z kartki, i dobrze. Rodzice byli w szoku tym co ujrzeli. Ujrzeli swoje dzieci w całkiem innym obliczu, i oni sami chyba nawet w domu nie wierzyli, że ich dziecko jest w stanie wyjść na takie wyżyny i zaprezentować tak wysoki poziom, bo tak jak tutaj koleżanka wspomniała, oni to mówili z głowy i dla nich to było bardzo dużo.
P2: I to nie tylko wyjście, i wypowiedzenie słów, tylko tam była żywa gra ciałem.
E: Tak, tak.
P2: To były… My jeszcze z Paulą przecież byłyśmy za kulisami, przecież to było przebieranie, to było malowanie, to była gra z czasem, bo wiadomo, że publiczność czeka. Naprawdę, z nas się lał żywy pot. Z resztą z naszych podopiecznych tak samo!
P1: My byłyśmy, w technice byłyśmy współreżyserkami, aktorkami, charakteryzatorkami, no wszystkim.
P2: Gdzie stroje? Przebieramy stroje. Ubieramy się. Ci wychodzą. Gdzie korona? Gdzie miecz? Najlepsze było to, że już wszystko przygotowałyśmy sobie naprawdę na cito, po prostu miałyśmy jak w zegarku, podpisane, karteczki, rozwieszone. Tam nie było prawa do pomyłki, ale jak już poszła sztuka, jak już aktorzy się przebierają, nagle zrobił się nie wiadomo jaki bajzel, nie wiadomo gdzie co jest. Przecież byłyśmy przygotowane perfecto, ale i tak no nie obyło się, wiadomo, bez jakichś tam wpadek. Myślę, że publiczność tego nie zauważyła jeśli chodzi tam o…
P1: I dla publiczności minuta oczekiwania była zwykłą minutą, a dla nas za kulisami to jak godzina. To było jak wieczność.
P2: Był ogień po prostu za sceną. Nikt tego nie widział, z naszych uczestników się lało. Nawet pamiętam jak chciałyśmy wykonać im makijaż na duchy i nie byłyśmy w stanie ich umalować, bo po prostu tak pot leciał im z czoła, z twarzy, pamiętasz?
P1: Tak.
P2: Nie mogłyśmy tego makijażu wykonać.
P1: Też publiczność ich nakręcała, bo widzieli tą… była akcja i reakcja.
E: Tak, tak.
P1: I ten scenariusz też był żywy. On włączał cały czas publiczność. Także było śpiewanie, było tańczenie.
E: Zdrowo się uśmiałam. To była taka naprawdę satyra tutaj konferansjerka, rewelacyjna.
P1: Grzesiu idealnie obsadzony w tej roli.
E: Mhm, idealna dykcja, idealne tempo.
P2: Ale ja wam powiem jeszcze taką jedną rzecz. Myślę, że nikt z publiczności i nawet z naszych bliskich – bo ja nawet mówiłam mojemu mężowi, że przygotowujemy z Paulą taką sztukę, zabierzesz dzieci – no to okej, fajnie, tam nie raz mu coś wspomniałam. Pamiętam jak przyszłam do domu już po wszystkim i pamiętam, że mój mąż mówi „Paulina, no po prostu zrobiłyście kawał dobrej roboty. Jestem pod takim wrażeniem, że naprawdę nie wiem co powiedzieć.” i naprawdę te słowa nawet od mojego męża… no miło mi było, bo ja mówiłam mu, że przygotowujemy takie skecze, ale on mówi, że „Ja się nie spodziewałem”, również nasze koleżanki terapeutki, no każdy wiedział, że prowadzimy te warsztaty, wychodzimy do Dąbrowskiego Domu Kultury, nasz pan dyrektor Przemek też był parę razy z nami na tych zajęciach, na tych próbach, ale każdy widział to w wersji roboczej i wszyscy po premierze po prostu byli w szoku i nie wiedzieli co mają nam powiedzieć.
P1: Myślę też, dlatego, że znają naszych podopiecznych i nie widzieli ich w takiej odsłonie, że oni są zdolni naprawdę zrobić kawał dobrej roboty.
E: Przejdźmy może do tego, nazwijmy sobie to roboczo, castingu. Jak to robiłyście? Jak sobie to zaplanowałyście? Bo to jest ponad trzydzieści osób.
P2: To znaczy tak, myśmy wcześniej już prowadziły te jasełka, jakieś tam przygotowałyśmy akademie… Mniej więcej wiedziałyśmy kto ma jakie możliwości. No znamy też naszych uczestników.
P1: Znaczy, Paula zna ich dłużej, bo pracuje w ośrodku już 17 lat.
P2: Tak, więc już ich tam znam na wylot, można powiedzieć, no ale Paula też pracowałaś wcześniej, też ich już zdążyłaś poznać, to nie jest tak, że byli ci obcy, bo znałaś ich w sumie…
P1: Tak, ale też każdy… Może nie każdy, ale jest w stanie wyhaczyć w ludziach pewien potencjał, prawda? Obserwujesz ich, pracujesz z nimi na co dzień, zadajesz im proste czynności do wykonania i jesteś w stanie wyłapać w czym ta osoba jest dobra.
P2: Chociaż też nie mieliśmy tak za bardzo w kim przebierać, bo wiadomo, że też nie jest tak, że a weźmiemy tą, tą. Nie. Kto się nadaje – to było bardziej pod tym kątem i pewnym osobom dałyśmy też taki kredyt zaufania, że spróbujemy, tak?
E: I sprawdziło się?
P2: Tak. Sprawdziło się. Kilka osób, po wielu dramatach, naprawdę się sprawdziło. I naprawdę widzimy tutaj normalnie żywą przemianę tych osób, i co na początku szło tak średnio, była ta trema, było to jąkanie się, była taka niepewność, było takie wycofanie na scenie, to teraz gdzie już prowadzimy nowe zajęcia już z całkiem, że tak powiem, innej tematyki, te osoby wychodzą, widać tą pewność siebie. Mówią głośno, akcentują. Widać ten rozwój. To jest rok czasu. Naprawdę, z takiej szarej, zalęknionej myszki wychodzi osoba i daje powera.
E: Mhm, i czuje się pewnie na scenie.
P2: Ja nawet Pauli ostatnio to mówiłam w stosunku co do niektórych osób. Mówię, Paula, no popatrz się jak ta czy ta osoba się rozwinęła, jak ona jednak naprawdę ewoluowała przez ten czas i ta energia. No widać to po prostu, gdzie początki były naprawdę, „no może jakoś to będzie, no próbujemy”, ale nie dałyśmy za wygraną i cały czas jednak starałyśmy się motywować te osoby, bo już było tak – było nie raz „nie chodzę”, „wypisuję się z kółka”, „nie będę chodzić”. No były też takie dramaty, nie dam rady, nie chcę.
E: A czy wy miałyście kryzys?
P1 i P2: Nie.
E: Jaka stanowcza odpowiedź.
P2: Myślę, że nie. Znaczy miałyśmy parę kryzysów, kiedy naprawdę było ciężko. Czasami nam nie szło, czasami dawałyśmy wskazówki.
P1: Dużo przeciwności losu też było takich zewnętrznych, na które my nie miałyśmy wpływu…
P2: Ale nigdy nie miałyśmy chyba tak żeby odpuścić, nie?
P1: Tak, ale nasza determinacja, to co chciałyśmy zrealizować i to, jaki potencjał zobaczyłyśmy w tym projekcie jednak zwyciężył i mimo wielu przeciwności losu, bo były. Nie ukrywajmy, że ich nie było. Dałyśmy radę.
P2: Udało się. Ja jestem bardzo szczęśliwa i bardzo dumna, i mam nadzieję, że ta współpraca tutaj nasza i ta nasza grupa teatralna WTZ DT, i współpraca z Dąbrowskim Domem Kultury będzie trwała nadal, bo naprawdę w tych ludziach drzemie olbrzymi potencjał i warto dać każdemu szansę. I wracając jeszcze do zapytania o ten casting, dałyśmy szansę też tym, u których, załóżmy, nie zauważyłyśmy tego potencjału. I miałyśmy też osoby, które pochodziły chwilkę, ale stwierdziły jednak – nie, nie czuły tego. Okej, nic na siłę.
P1: My też nie zmuszałyśmy, to chcę zaznaczyć, że my nie zmuszałyśmy nikogo. Jeżeli ktoś stwierdził, że nie, no to też nie możemy kogoś..
P2: Raczej stosowałyśmy zasadę pozytywnych wzmocnień, żeby kogoś…
P1: Pozytywnej motywacji, i miałyśmy uczestniczkę, która chodziła cały rok na warsztaty teatralne i była obsadzona w trzech skeczach, a dwa tygodnie przed premierą powiedziała, że nie będzie występować. I my z panią musiałyśmy przejąć jej role i dostałyśmy dodatkowy angaż. Na wiedźmy.
E: Dobrze wam to wyszło, kojarzę, kojarzę.
P1: Myślę, że wyszło okej.
E: Słuchajcie dziewczyny, a czego dowiedziałyście się o sobie? Czego was to doświadczenie nauczyło?
P1: Mnie na pewno dużo cierpliwości, bo ja jestem takim żywiołowym człowiekiem. Może nie cholerykiem, ale taką osobą, której jest wszędzie pełno, która jest pozytywna i stara się zarażać ludzi dobrym nastawieniem.
E: I lubisz na już żeby wszystko było?
P2: To bardziej ja.
P1: To bardziej druga Paulina.
P2: Ja bardziej na już, ja tutaj bardziej jestem taka, że chcę już. Mamy coś do zagrania, słuchajcie, trzeba to zrobić tak i tak.
P1: Ja jestem logiczna, a ty jesteś…
P2: Ja jestem ekspresyjna, bardzo, tak.
P1: Dobre połączenie dwóch Paulin, dwóch takich różnych charakterów.
E: No to takie wybuchowe połączenie, bym powiedziała, ale myślę, że się uzupełniacie. Być może to jest właśnie potrzebne.
P2: My się też znamy od lat, więc to nie jest tak, że poznałyśmy się, nie wiem, w tym roku.
P1: Ani razu nie pokłóciłyśmy się i nie miałyśmy żadnej takiej ostrzejszej wymiany zdań.
P2: Myślę, że się uzupełniamy. Mamy różne charaktery, różne temperamenty, ale jednak jakiś tam wspólny cel nam przyświeca, przyświecał i po prostu dążyłyśmy do tego, chciałyśmy to zrobić po prostu. Obydwie jeszcze jesteśmy takie perfekcjonistki, jeśli chodzi o różne rzeczy, nawet prywatnie, czy tam jak coś robimy, takie detalistki i chcemy to zrobić po prostu dobrze i to też nas, że tak powiem, połączyło w tym.
P1: No i też takie osobiste cechy charakteru, jak... nie wiem, wysoki poziom empatii, bo to też trzeba być bardzo empatycznym.
E: To jest chyba konieczne w tej pracy.
P1: Tak, bardzo empatycznym, żeby zrozumieć drugiego człowieka.
E: Jakbyście miały określić, nie wiem, jednym zdaniem, z czego jesteście najbardziej dumne?
P2: Z uczestników, z ich pracy, z tego, że oni się nie poddali, że też zaufali nam. Tak myślę, bo oni naprawdę też zaufali nam przede wszystkim. Myśmy cały czas ich tam jakoś dopingowały w tym działaniu, bo naprawdę, jakby ktoś przyszedł na pierwszą, drugą próbę tak jak mówi Paula, to by powiedział „Dziewczyny, dajcie sobie spokój”, naprawdę ktoś tak by powiedział z boku. Myślę, że ja naprawdę jestem z nich dumna, że oni to to ogarnęli, że oni się podjęli tego. Naprawdę, to nie było łatwe. To nie było dla nich łatwe. To było mega trudne i cały ten finisz tego wszystkiego, z tą publicznością, gdzie jeszcze tak jak tu Paula mówiła przyszli rodzice. Wiecie, oni też, oni się bardzo stresują przed swoimi rodzinami wbrew pozorom.
E: Tak, myślę że ta ocena jest dla nich bardzo ważna.
P2: Tak, ocena własnej mamy, taty, cioci, wujka, oni… Ich bardzo stresowało to, że jest, nawet tam ktoś mówił „O, jest moja mama. O Jezus, a jak to będzie? A jak ona spojrzy? Czy się nie pomylę? Albo siostra przyjechała z dziećmi, czy ja się nie wygłupię?” Dla nich jest ważne zdanie rodziny i oni też przede wszystkim, myślę, że to było takie trudne żeby to pokazać i później ta nagroda, ta satysfakcja, te brawa na owacje… Te owacje na stojąco, to wszystko, to dla nich było naprawdę… Oni byli w innym świecie.
E: I te salwy śmiechu przede wszystkim.
P2: Jezus, dla nich to no, naprawdę, no myślę, że tak jak my rozmawialiśmy z nimi i mówimy, słuchajcie no, pomyślelibyście rok temu, że będziecie tutaj stali, że będziecie aktorami, że będziecie docenieni przez taką publiczność? Tak mówiliśmy im. No popatrzcie, sami zapracowaliście na to, że to jest wasz sukces, mówię. Jesteście wielcy. No tak pamiętam, że później po tym…
P1: Poszliśmy na uroczysty obiad.
P2: Tak, poszliśmy z panem dyrektorem naszym, z panem dyrektorem Chojnowskim także. Także oni się poczuli, tacy aktorzy idą na obiad uroczysty, ładnie stół przystrojony. Oni się fajnie poczuli, tacy docenieni, że jednak ta praca ich nie poszła na marne, i że oni są ważni przede wszystkim.
P1: My też z Paulą obie jesteśmy bardzo uczuciowe i my do tego przedsięwzięcia, do tego projektu podeszłyśmy też tak uczuciowo. Nie jako zadanie, które musimy zrealizować: ty zrobisz to, ty zrobisz to, ty zrobisz to. Cały czas jednak główną myślą przewodnią było to, żeby się każdy dobrze czuł. Chyba to się udało, bo oni byli szczęśliwi, my byłyśmy szczęśliwe. Powiem wam, że po premierze pamiętam jeszcze jak z Paulą, cała sala tak jakby poszła do domu, i my stałyśmy jeszcze na schodach Dąbrowskiego Domu Kultury, i po prostu nie mogłyśmy się otrząsnąć z tych emocji, i stałyśmy tam długo, i rozmawiałyśmy, i po prostu, no ja nawet spać nie mogłam tego wieczoru. Jakoś tak to całe napięcie, te emocje, to było dla nas naprawdę duże przeżycie.
E: Będziemy stawiać tutaj kropkę może w tej rozmowie. Jakie macie plany na przyszłość? Jak chcecie żeby ta grupa, w którym kierunku się rozwijała?
P1: Ja na pewno chcę żeby ta grupa dalej funkcjonowała. W tym sezonie powiększyliśmy grupę o jednego uczestnika, który się sam zgłosił, który w ogóle jest nowym podopiecznym i wykazał taką chęć brania udziału w kółku, także bardzo fajne jest to, że tak jakby nasz stary skład jest na tyle już przygotowany, że my możemy poświęcić więcej uwagi tej jednej osobie i, tak jakby, ta jedna osoba niedoświadczona nie opóźnia naszej pracy, bo cała reszta daje sobie doskonale radę. My już się znamy, my już mamy swój język na próbach. Oni…
P2: Oni też wiedzą czego my od nich oczekujemy. Myśmy naprawdę na wielu próbach wałkowali to, jak oni mają mówić, kiedy stawiać kropkę, kiedy wykrzyknik, kiedy gestykulować. Oni to wiedzą bo myśmy też im cały czas te wskazówki dawały. Myśmy same sobą dawały, bo myśmy pokazywały.
P1: Bo musiałyśmy wszystko odgrywać.
P2: Najpierw pokazać, a potem oni odtwarzali po nas, więc te wszystkie role, które oni grają są przez nas, po prostu, przewertowane, no bo to nie jest tak, że powiesz „Słuchaj” tak i tak. Nie...
E: Albo zagraj jakąś emocję.
P2: Dokładnie, jest na przykład, jest dany tekst, wychodzisz i my to grałyśmy żeby uczestnik widział jak ma to odtworzyć. I oni łapali to. Myślę, że udawało się, bo oni to widzieli na kimś i wiedzieli jak mają to zrobić, bo powiedzieć: „Słuchaj, mów głośniej” albo coś tam. To do nich nie dociera, oni muszą to zobaczyć.
P1: Ja pamiętam jak na jednej próbie sama przywdziałam pelerynę toreadora i miecz, i Mieciu miał się wtedy tam zaprezentować na początku i ja pokazywałam Mieciowi. Wyskoczyłam zza kulis, machałam tym mieczem tak ekspresyjnie, zarzucałam tą peleryną. Ja musiałam to odtworzyć żeby on zobaczył jak to ma wyglądać.
P2: Zobaczyć, usłyszeć, widzieć tą emocję, którą muszą przekazać, nauczyć się odgrywać tą rolę, ale później już szło dużo lepiej. Teraz jak widzę jak są te nowe skecze i widzę próby to naprawdę ja jestem pod wielkim wrażeniem. Fajnie sobie radzą. Naprawdę, no, naprawdę nie odstają w niczym.
E: A czy będziecie występować w najbliższym czasie?
P1: Tak, teraz przygotowaliśmy krótki materiał, który planujemy wysłać na taki konkurs ogólnopolski. Nagrywaliśmy jeden z naszych skeczy. Liczymy, że uda nam się przejść do kolejnego etapu. Warto powalczyć, bo główną nagrodą jest zaprezentowanie się w teatrze Słowackiego w Krakowie.
E: No to super, trzymam za was kciuki. Dziewczyny, bardzo dziękuję wam za rozmowę.
P1: Również dziękujemy.
P2: My również.
E: Duże emocje, bije od was taki rodzaj satysfakcji z tego co robicie i czym się zajmujecie. Życzę wam dalszych sukcesów, i mam nadzieję do zobaczenia na kolejnej premierze.
P1: Dziękujemy bardzo. Jeszcze kończąc, chciałabym podziękować wszystkim, którzy nam pomogli w realizacji tego przedsięwzięcia. Naszym koleżankom z pracy.
P2: Które pomagały przy strojach przede wszystkim.
P1: Pomagały nam przy dekoracji.
P2: Oczywiście. Także tutaj my prowadzimy to kółko, ale było wiele osób, które nam pomagały tak jak mówi Paula. Naszym koleżankom, kolegom chcieliśmy podziękować.
P1: Tak, panu Leszkowi, który ćwiczył z naszymi uczestnikami kwestie śpiewane. No wszystkim, wszystkim, którzy mieli w tym udział.
P2: Wiadome, że sukces ma wielu ojców jak to się mówi, ale…
E: A porażka jedną matkę.
P2: Ale nie, nie, nie. Nie zapominamy o tych ludziach, i wiemy także, że powiemy: „Słuchajcie, jest temat. Pasuje to i to.” „Jasne, nie ma problemu.” Nikt nam nie odmówił. Naprawdę. Także, wszystkim naszym współpracownikom dziękujemy. Że możemy na nich liczyć.
P1: I wszystkim, którzy pomogli nam uświetnić tą premierę. Tutaj państwo z restauracji „Per Tutti” też…
P2: Nam catering, że tak powiem, zapewnili za darmo. Więc to też jest… Naprawdę bardzo dziękujemy.
P1: Zapewnili charytatywnie. Pan Łukasz Nowak, który robił zdjęcia profesjonalne, również charytatywnie.
P2: Też za darmo.
P1: Także bardzo wielu ludzi udało się nam włączyć z naszego miasta, z Dąbrowy Tarnowskiej, którzy bardzo chętnie wsparli nasz projekt koncertowy Tarnów. Pan Mateusz Sitko tak samo dziękujemy bardzo.
E: Pozdrawiamy pana Mateusza.
P1: I bardzo dużo ludzi włączyło się w tą premierę. Udało się nam zarazić tą naszą energią tych ludzi, że oni też chcieli być z nami tam wtedy. Także dziękujemy wszystkim państwu, którzy przyszli na premierę przedstawienia.
P2: Tak, tak, dokładnie. Bo to była naprawdę masa ludzi i nawet się nie spodziewaliśmy, że tyle ludzi przyjdzie.
P1: Przygotowujemy się do kolejnego. Oczywiście, będziemy was informować o tym.
P2: Trzymajcie kciuki za naszych podopiecznych i żeby im nie brakło zapału.
P1: Dziękujemy za zaproszenie na tą rozmowę.
E: Reasumując, Warsztaty Terapii Zajęciowej w Dąbrowie Tarnowskiej to jest bardzo dobrze zgrany team.
P2: Dokładnie.
E: Edyta Więcek – dziękuję za uwagę. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.
P1: Dziękujemy.
P2: Dziękujemy.
___
E: Miałam przyjemność odwiedzić grupę teatralną podczas próby. Posłuchajcie, co myślą na temat udziału w tych warsztatach.
„Kabaret na jednej nodze” widzów pięknie prosi na nową wersję bajki o Jasiu i Małgosi.
Grzegorz: podoba mi się… Bardzo lubię warsztaty teatralne, bo dają mi dużo satysfakcji, a poza tym, moim zdaniem lepiej jest uczestniczyć w takich warsztatach teatralnych niż siedzieć w mieszkaniu siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę, prawda? Najbardziej lubię grać rolę konferansjera. Nauczyłem się jak walczyć z tremą.
Tomek: Malujemy, pracujemy i robimy Mikołaja.
Basia: Lubię chodzić na kółko teatralne. Mam dużo satysfakcji i nowe rzeczy się tu uczymy, i dużo zajęć mamy.
Mateusz: Chodzę na kółko teatralne. Daje mi to dużo radości i pasję. Wspaniały dyrektor i opiekuni.
Koniec bajki. Zaczyna się jawa, to zupełnie inna sprawa.
Natalia: Chodzę na warsztaty teatralne. Warsztaty teatralne są po to, żeby występować przed ludźmi i nie stresować się, i trzeba umieć przed występem tekstów, czy mimikę aktora. Każdy aktor, który występuje na scenie, powinien być przez ludzi wyklaskiwany, chwalony.
Tomasz: Chodzę na warsztaty terapii zajęciowej już przeszło czternaście lat. Lubię te warsztaty, bo zacząłem doraźnie, już w tamtym roku my zaczęliśmy chodzić na kółko teatralne. Bardzo mi się to kółko podoba. Poza tym te panie co tu nas, prowadzą to kółko to są bardzo fajne, bardzo miłe.
Mieczysław: Ja tu lubię chodzić na warsztaty, bo to są fajne warsztaty, i ta szkoła teatralna fajna. Tyle.









